logo

wpisz słowa kluczowe:



szukaj wg daty:

Aktualne propozycje Newsletter

  • aktualnych propozycji: 8120

ROZPOCZĄŁ SIĘ 755 JARMARK DOMINIKAŃSKI

Gdańsk. 755 Jarmark św. Dominika. 27.07.2015 fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

AUTODROM PSZCZÓŁKI JUŻ DZIAŁA

Uroczyste otwarcie Ośrodka Doskonalenia Techniki Jazdy Autodrom Pomorze w Pszczółkach. 24.07.2015 fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

FESTIWAL MUZYKI ETNO - GLOBALTICA

Po raz jedenasty na terenie Parku w Kolibkach rozpoczął Festiwal Kultur Świata Globaltica. Na scenie wystąpią zespoły reprezentujące muzykę świata, pochodzące z Europy, Afryki, Ameryki Środkowej czy Azji. 24.07.2015 Fot. Andrzej J. Gojke / KFP

LECHIA – JUVENTUS. 32 LATA PÓŹNIEJ

To będzie Super Mecz. Na 70. urodziny Lechia zagra na PGE Arenie z Juventusem Turyn, tegorocznym finalistą Ligi Mistrzów. Kiedy w 1983 r. los zetknął te kluby po raz pierwszy, Polska była daleka od „superhitów”. Nawet Solidarność nie miała wtedy znaku najwyższej jakości.
- Czy będzie pan w środę na stadionie w Gdańsku? – pytamy Sławomira Rybickiego, sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP. - Bardzo chciałem być, lecz obowiązki nie pozwalają mi na to. Żałuję podwójnie, bo podobnie jak 32 lata temu, kiedy Juventus grał z Lechią na Traugutta, namawiałem do przyjścia na stadion Lecha Wałęsę [prezydent otrzymał zaproszenie od organizatora meczu – przyp. red.]. I chyba znowu go namówiłem – wyznaje były opozycjonista, w latach 80. sekretarz przywódcy Solidarności. Loża VIP czeka na gości. W 1983 r. o skrawek przestrzeni między młynem a łukiem, cztery rzędy poniżej korony, walczyło dla nich kilku przyjaciół. Na stadion otoczony kordonami ZOMO grupa trzymająca miejsca przybyła na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Był w niej Andrzej Kowalczys, dziś gdański radny. Załatwił też bilety dla Wałęsy i braci Rybickich. Nie było o nie łatwo, nadał więc i osobiście wręczył dyrektorowi Jerzemu Klockowskiemu telegram następującej treści: „Lechia Gdańsk. Życzymy wygranej. Kibice”. Jako pracownik Urzędu Pocztowo-Telekomunikacyjnego nr 6 na ul. Grunwaldzkiej we Wrzeszczu telegramy doręczał zawodowo. Za ten z życzeniami od kibiców i za wszystko, co miał wtedy w portfelu, dostał w klubowym gabinecie sześć biletów na Juve. - A może było ich nawet osiem... – po 32 latach rodzą się wątpliwości. Środowego spotkania z Juventusem radny i wielki kibic biało-zielonych nie opuści. Zaproszenie nadeszło z klubu.
Lepszych rywali niż Bianconeri trudno byłoby sobie na ten jubileusz wymarzyć. Smak towarzyskiego (super) remisu z Barceloną kibice Lechii mają jeszcze świeżo w pamięci... A Stara Dama do dziś pozostaje najmocniejszą kartą w piłkarskich dziejach Gdańska. Ba, pucharowa środa 28 września 1983 r. na stadionie na ul. Traugutta, jedyna taka w 70-letniej historii klubu, była czymś więcej niż tylko świętem futbolu. Tu czuło się grę o Polskę. 30 lat później powstała na ten temat książka zatytułowana „Więcej niż mecz”. Lechia tamtego meczu z finalistą Pucharu Europy nawet nie wygrała (na 13 minut przed końcem prowadziła 2:1 – na koniec zrobiło się 2:3; dwa tygodnie wcześniej w Turynie było 0:7), ale kilkadziesiąt tysięcy gdańszczan obecnych na starym stadionie mogło czuć się zwycięzcami. Bardziej niż piłka i piłkarze kibiców porwał Lech Wałęsa. - Ten mecz pokazał, że nie będzie wolności bez Solidarności. Że Solidarność istnieje, że walczymy i wygramy - wspominał po latach prezydent RP.
Z Wałęsą było ich na stadionie jedenastu. Bracia Sławomir i Arkadiusz Rybiccy oraz ochroniarz Henryk Mażul przyjechali białym volkswagenem busem na godzinę przed rozpoczęciem meczu (15.30). Za kierownicą siedział Lech Wałęsa. Zaparkowali na ul. Krętej, czyli możliwie jak najbliżej wejścia na stadion od strony ul. Smoluchowskiego. Dalej samochodem cywilnym nie dało się przecisnąć – przejazd blokowały kordony ZOMO. Kilkuosobowa grupa trzymająca miejsca była już na stadionie od środowego południa. - Nasz punkt znajdował się na wysokości pola karnego, blisko młyna. Na tyle blisko, by najbardziej zagorzali kibice mogli podchwycić wykrzykiwane przez nas hasła i zdecydować o powodzeniu całej akcji. Działaliśmy niemal naprzeciwko trybuny głównej - Sławek Weiner, Marian Kosznicki, Sławek Sulkowski, Piotr Janisz, Stanisław Grigajtis i ja – powraca do wydarzeń sprzed 32 lat Andrzej Kowalczys.
Najważniejsze sceny rozegrały się w przerwie i kilku pierwszych minutach drugiej połowy. - I wtedy był właśnie był ten numer z transmisją. Myśmy myśleli, że to wszystko leci w telewizji. Potem okazało się, że telewidzowie mogli zobaczyć stadion i piłkarzy, ale nie byli w stanie usłyszeć, że kilkadziesiąt tysięcy ludzi skanduje hasła „Solidarność!” i „Lech Wałęsa!” - wspomina po latach Andrzej Kowalczys.
To nie był dobry czas dla Solidarności. Stan wojenny się skończył, propaganda komunistyczna zrobiła swoje, ludzie byli zmęczeni walką. Do Brygidy przychodzili już nie tak licznie jak dwa lata wcześniej. Potrzebny był impuls.
- Nasze szczęście na stadionie było wielkie. Nie spodziewałem się, że ta akcja, przecież w dużej mierze improwizowana, bez środków łączności, opierająca się na zaufaniu, wyjdzie tak dobrze. Ważne było to, żeby Wałęsa nabrał otuchy. Trzeba pamiętać, że 1983 r. nie był dobrym okresem dla podziemia solidarnościowego. Mieliśmy za sobą nieudane próby zorganizowania manifestacji 31 sierpnia. Na kilka dni przed meczem – a w istocie na krótko przed ogłoszeniem werdyktu Komitetu Noblowskiego – telewizja opublikowała zmanipulowaną przez SB rozmowę Lecha Wałęsy z jego bratem Stanisławem dotycząca rzekomych malwersacji finansowych. Cel był jasny: komunistom chodziło o skompromitowanie Wałęsy w oczach świata. Lechu był przygnębiony. Widziałem to, współpracowaliśmy wtedy bardzo blisko. Uznałem, że Lechia jest tym miejscem, w którym może on odzyskać wiarę w to, że ludzie go widzą i akceptują - wspomina Sławomir Rybicki. Jak ocenia, w 1983 r. większej manifestacji antykomunistycznej niż ta na stadionie Lechii nie było. Nie ukrywa też, że zamiar wywołania demonstracji leżał dopiero w drugim kroku. Pierwszą intencją było, żeby Wałęsa poszedł do ludzi i zobaczył, że oni go akceptują, że ciągle jest żywą legendą Solidarności.
- W tym wszystkim chodziło nie tylko o pokazanie, że nastawieni antykomunistycznie gdańszczanie popierają Wałęsę, ale też o przekaz międzynarodowy z tego wydarzenia. Media zagraniczne były ważnym elementem naszego planu. To musiało przenieść się poza granice Polski. Niezwykle ważną rolę w akcji stadionowej odegrał Piotr Adamowicz, wówczas korespondent Agencji Reutera. Miał na ten mecz akredytację dziennikarską, był blisko mediów zagranicznych. Dzięki nim świat dowiedział się o tym wydarzeniu. Kiedy w przerwie zaczęliśmy robić wokół Wałęsy zamieszanie – on stał, a my siedzieliśmy wokół niego i apelowaliśmy o zajęcie miejsc siedzących do najbliższych sąsiadów, żeby lider mógł wyróżniać się z otoczenia – Piotr wskazywał nas swoim zagranicznym kolegom i podsuwał kluczowe nazwisko: „Słuchajcie, tam coś się dzieje, tam chyba jest Wałęsa”. Kilka chwil później kamery pojawiły się na bieżni, vis-à-vis przywódcy Solidarności, który kłaniał się publiczności i wznosił dłoń w geście zwycięstwa, stojąc cztery czy pięć rzędów od korony stadionu. Wtedy zaczęliśmy skandować jego imię i nazwisko. Coraz szersze kręgi wokół nas krzyczały „Lech Wałęsa! Lech Wałęsa!”. Ta fala roznosiła się po trybunach. Wielu ludzi, którzy byli od nas dalej, nie wiedziało nawet, że Wałęsa jest na stadionie. Słyszeli manifestację solidarnościową i przyłączali się do niej. Skala tego wydarzenia przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. A ponieważ wielki sukces Wałęsy i Solidarności już stał się faktem, zdecydowaliśmy, że nie będziemy w tłumie aż do końca meczu. Nie chcieliśmy tego zepsuć, wystawiając się na ewentualne prowokacje i zadymy. Wyszliśmy kilka minut przed końcem gry tą samą drogą, którą przyszliśmy. Efekt już osiągnęliśmy – mówi Sławomir Rybicki. I dodaje: - Proszę pamiętać o tym, jaki to był policzek dla ówczesnej władzy. Na trybunie głównej zasiadał członek KC i I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR Stanisław Bejger, towarzyszyła mu cała wierchuszka partyjna, obecne były też ogólnopolskie władze sportowe. Oni musieli to odczuć, przecież przygotowywali się do tego meczu od strony propagandowej i operacyjnej. A my tydzień później cieszyliśmy się na wiadomość o przyznaniu Lechowi Wałęsie pokojowej Nagrody Nobla. Dobry wiatr znad Wybrzeża gdańskiego przeniósł się na drugą stronę Bałtyku. 24.07.2015 / fot. KFP

NOWY MOST KOLEJOWY NA MARTWEJ WIŚLE

Ponad 120-metrowej długości most kolejowy połączył brzegi Martwej Wisły. Za kilka miesięcy z nowej przeprawy korzystać będą pociągi towarowe kursujące do gdańskiego portu. Po dwutorowym moście będą mogły one jeździć z prędkością 100 km na godz., przewożąc znacznie cięższe ładunki aniżeli miało to miejsce na jednotorowym moście obrotowym z 1905 r., który za kilka tygodni czeka rozbiórka. Jego następca przeżył dziś ważną operację. - Ważąca ponad 2 tys. ton konstrukcja została podniesiona za pomocą specjalnego pontonu wypornościowego na wysokość kilku metrów. Około godz. 10 rozpoczęła się operacja naprowadzania przęsła na przyczółki. Gdy ponton znalazł się w pożądanym położeniu, zalewany wodą zaczął osiadać, a w efekcie spoczywająca na nim konstrukcja mogła oprzeć się na betonowych elementach. Około godz. 14 most połączył brzegi rzeki - mówi Dariusz Opałczyński, kierownik budowy. Specjalista z firmy Polaqua wyjaśnia nam też, że przęsło nie jest jeszcze posadowione na łożyskach, albowiem te będą wymagały regulacji. To standardowa procedura. - Most opiera się na podparciach tymczasowych. Geodeci muszą teraz to wszystko pomierzyć. Potem czeka nas operacja podwieszania lin. Prace potrwają jeszcze co najmniej 1,5 miesiąca – dodaje szef robót. 23.07.2015 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

ROZKŁAD JAZDY SZYNOBUSÓW PKM

Co 15 minut będą kursować od 1 września pociągi Pomorskiej Kolei Metropolitalnej między Wrzeszczem a Lotniskiem i Osową. Do Kartuz z Gdańska Głównego szynobusem nowej linii pojedziemy po raz pierwszy w październiku. Pociąg z Gdańska Głównego ma odjeżdżać co godzinę. Najtańsze bilety na PKM-kę będą kosztować 3,5 zł. Całe Trójmiasto pokonamy za 6 zł. Pasażerów nowej linii wozić będzie spółka PKP Szybka Kolej Miejska w Trójmieście. Przewoźnik przedstawił dziś założenia rozkładu jazdy na 18-kilometrowej linii Pomorskiej Kolei Metropolitalnej. W konferencji zorganizowanej w Lokalnym Centrum Sterowania PKM na Matarni uczestniczyli także przedstawiciele samorządu województwa pomorskiego, spółki PKM i PKP PLK. - W pierwszym okresie, między 1 a 31 września szynobusy będą kursowały co kwadrans między Gdańskiem-Wrzeszczem a Gdańskiem-Osową. Pięć pierwszych kursów będzie miało początek w Gdyni Głównej. Pięć ostatnich dotrze także do Gdyni Głównej – mówi Bartłomiej Buczek, członek zarządu PKP Szybka Kolej Miejska w Trójmieście. W dni powszednie między godz. 4 a 23 na trasę wyjeżdżać będą 72 pary pociągów. Od 1 października szynobusy pojadą także do Gdańska Głównego i na Kaszuby. Średnio będzie to jeden pociąg na godzinę. Jak tłumaczą kolejarze, z czterech składów jadących z Wrzeszcza w stronę Lotniska jeden obierze za Rębiechowem kierunek Kartuzy, a trzy skierują się do Osowej. W dni świąteczne dwukrotnie zmniejszy się liczba pociągów kursujących między Wrzeszczem a Osową.
- Włączamy się z nową linią do szlaków, na których od wielu lat prowadzony jest ruch kolejowy. Zarządca tych tras, spółka PKP PLK, musi tam dla nas znaleźć miejsce - podkreśla Ryszard Świlski, członek zarządu województwa pomorskiego. Zdaniem przedstawiciela samorządu, nowy, pełniejszy rozkład jazdy z większą liczbą połączeń do Gdańska Głównego, Kartuz i Kościerzyny powinniśmy poznać pod koniec tego roku. Bilet na jedno miasto ma kosztować 3,50 zł, zaś na całe Trójmiasto - od stacji Gdańsk-Lipce aż do Gdyni-Cisowej - 6 zł. Za miesięczny bilet trójmiejski zapłacimy 120 złotych. Miesięczny na jedno miasto ma kosztować 84 zł. 23.07.2015 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

BRĄZOWY BŁAŻEJ OŻÓG U PREZYDENTA SOPOTU

Błażej Ożóg (SKŻ Ergo Hestia Sopot) zdobył we Włoszech brązowy medal mistrzostw świata w kitesurfingu. Zanosiło się na to co najmniej od dwóch lat. Świeżo upieczony medalista mistrzowskich wyścigów na desce z latawcem był dzisiaj gościem prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. W spotkaniu uczestniczyli m.in. komandor SKŻ Ergo Hestia Piotr Hlavaty i sponsor zawodnika Krzysztof Groblewski. - Nie znam lepszego sportu, który sprawiałby tyle zabawy i pozwał oderwać się od codziennej rutyny – zachęca swoich słuchaczy do spróbowania sił w kitesurfingu. Podczas spotkania w magistracie reprezentant Polski prezentował cenne trofeum. Do tego medalu zbliżał się od 2013 r. - Przed dwoma laty Błażej był w mistrzostwach świata piąty, a rok temu, kiedy wystartował niemal od razu po wyjściu ze szpitala po perturbacjach związanych z wyrostkiem robaczkowym, zajął czwarte miejsce. Do Włoch jechaliśmy, żeby wejść na podium. Na mistrzowskie regaty złożyło się aż 20 wyścigów. Mój syn żeglował bardzo równo w każdych warunkach, co było głównym kluczem do sukcesu - mówi trener polskiej kadry Andrzej Ożóg. 22-letni syn szkoleniowca przygodę z kitesurfingiem rozpoczynał w 2006 r. W dorobku ma m.in. medal mistrzostw Europy wywalczony przed czterema laty. Rok 2011 przyniósł mu ponadto trzecie miejsce w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata. Świat desek należy do niego – surfuje, jeździ na snowboardzie, na nartach, lubi także deskorolkę i wakeboard. 23.07.2015 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

RUSZYŁA CEPELIADA W SOPOCIE

Czasy się zmieniają, a sopocka Cepeliada wciąż przyciąga uwagę. Jedno z najstarszych i najbardziej popularnych cyklicznych wydarzeń w kurorcie ruszyło w środę. Święto rzemieślników i twórców ludowych gościć będzie na molo aż do niedzieli 26 lipca (w godz. 10-20). Tradycyjnie już Cepeliadzie towarzyszą występy zespołów folklorystycznych. Grupy z Polski i zagranicy prezentują się w muszli koncertowej. Miłośnicy rękodzieła mogą zachwycić się w Sopocie niezwykłymi wyrobami ceramicznymi, haftami, koronkami, rzeźbami, obrazami czy też ozdobami ze skóry. Warto popatrzeć, jak powstają te cacka, a przy okazji skosztować znakomitych wytworów gospodarstwa domowego – tradycyjnych wędlin, chleba ze smalcem i ogórkiem czy też prawdziwych oscypków. 23.07.2015 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

LECHIA GDAŃSK - SCHALKE 04 GELSENKIRCHEN 0:1

Lechia Gdańsk przegrała na PGE Arenie z Schalke 04 Gelsenkirchen 0:1 (0:1). Mecz towarzyski z utytułowanym rywalem z Bundesligi - 6. zespołem ostatniego sezonu - obejrzało blisko 8 tys. widzów. Jedyną bramkę zdobył w 44 minucie 19-letni Leroy Sané, wschodząca gwiazda niemieckiego futbolu. W drużynie gospodarzy nie zagrali Sebastian Mila i Jakub Wawrzyniak. W drugiej połowie na boisko wszedł testowany w Gdańsku Neven Marković, a po raz pierwszy w biało-zielonych barwach zagrał Grzegorz Kuświk.
LECHIA: Łukasz Budziłek (46' Mateusz Bąk) - Nikola Leković (46' Neven Marković), Rafał Janicki (46' Adam Chrzanowski), Mario Maloca (46' Rudinilson Silva), Grzegorz Wojtkowiak (46' Paweł Stolarski), Ariel Borysiuk (46' Stojan Vranjes), Adam Dźwigała (46' Daniel Łukasik), Maciej Makuszewski (46' Michał Mak), Bruno Nazario (46' Bartłomiej Pawłowski), Piotr Wiśniewski (46' Grzegorz Kuświk), Adam Buksa (46' Lukas Haraslin). 22.07.2015 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

SOPOT. MŁYNARSKI PLAYS MŁYNARSKI

Jan Młynarski, syn Wojciecha, wymyślił kilka lat temu projekt „Młynarski plays Młynarski”. Z odkrytymi i zaaranżowanymi na nowo utworami autora „Róbmy swoje” powrócił w środowy wieczór do Teatru na Plaży. Poprzednio gościł w Sopocie razem z Gabą Kulką, tym razem na Kulturalnej Plaży wystąpiła charyzmatyczna Natalia Grosiak, znana m.in. z działalności we wrocławskim zespole Mikromusic. Natalia i Janek mają swój sposób na piosenki Wojciecha Młynarskiego. Interpretacje wokalistki są alternatywne, z pazurem, odarte ze zbędnej słodyczy. Do uprzedniego repertuaru doszły nowe piosenki, zaaranżowane ze świeżą energią. Wojciech Młynarski zawsze był i nadal jest wielkim fanem jazzu oraz idei łącznia stylów muzycznych, dlatego też twórcy projektu, chcąc oddać klimat jego twórczości, stawiają na improwizację, budowanie nastroju, interakcję na scenie i z publicznością. Oczywiście nie byłoby tego wszystkiego bez tekstów mistrza. Obok Natalii Grosiak (śpiew) i Jana Młynarskiego (perkusja, śpiew) przed sopockiej publiczności zaprezentowali się Piotr Zabrodzki (fortepian, syntezatory) i Wojciech Traczyk (kontrabas). 22.07.2015 / fot. Jerzy Bartkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 8120
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2015 KFP